Można czasem odnieść wrażenie, czy wręcz wprost usłyszeć, że niektórzy nie chcą przesadzać w miłości do Pana Boga. Zdają się twierdzić, że również w tym trzeba zachować umiar.

Bóg dawcą wszelkiego dobra

Każde dobro, jakie mamy, pochodzi od Boga: życie, dusza, wolna wola, rozum, otwarte Niebo, miłość samego Boga i Jego samego w Najświętszym Sakramencie - nieopisany dar! Bóg okazuje nam niezmierzoną dobroć - dobroć bez granic i bez miary, dobroć Boską, a więc nieskończoną!

Miarą miłości jest miłość bez miary

Tym samym nie można powiedzieć nigdy: “Dość już Bogu się odwdzięczyłem za Jego dary, dość już Go kocham”. Nigdy dość Go nie będziemy kochać - skoro bowiem Bóg daje nam siebie, to żadne nasze dary, żadna nasza wdzięczność nie będzie dostateczna.

Każde nasze stawianie granic miłości do Boga jest jednocześnie uznaniem, że Bóg nie jest Najwyższym Dobrem - godnym absolutnie całkowitej miłości. Jest to więc bluźnierstwo! Jedyną słuszną miarą miłości do Boga, jest, zgodnie ze słowami św. Bernarda z Clairvaux miłość bez miary. Nie da się Boga za bardzo kochać, nie da się zbyt wiele uwagi poświęcać Jemu, słowem - nie da się być zbyt pobożnym i zbyt rozkochanym w Panu (mowa oczywiście o prawdziwej pobożności, a nie fałszywej, która pod płaszczykiem religijności zaniedbuje własne obowiązki stanu).

Aż się prosi, żeby zacytować tu fragment hymnu: Lauda Sion Salvatorem ułożonego przez św. Tomasza z Akwinu:

Ile zdołasz sław Go śmiało,
bo przewyższa wszystko chwałą,
co wyśpiewać pieśnią chcesz.

Nie tylko w sławieniu Boga, ale i w kochaniu Go śmiało można nie lękać się przesady, a za to być pewnym, że jeszcze nie dość pochwaliliśmy Pana!