Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go w swoim domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która usiadłszy u nóg Pana, słuchała Jego słowa.
Marta zaś uwijała się około rozmaitych posług. A stanąwszy przy Nim, rzekła: «Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła».
A Pan jej odpowiedział: «Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona».
Łk 10, 38 - 42
Różne nasze czynności wykonujemy dla Boga. Jest to jak najbardziej godne pochwały. Różne dobre czyny, troska o potrzebujących, życzliwość wobec innych, dobre słowa, posty i umartwienia. Wszystko to dla Pana. Bez wątpienia jest to dobre.
Dzisiejsza Ewangelia dodaje do tego jedną myśl, którą warto rozważyć (a którą też, w innej nieco formie, znajdziemy w 1 Kor 13, gdy czytamy o bezwartościowości tego, co czynimy bez miłości). Pan Jezus mówi, że potrzeba “mało, albo tylko jednego”, wyraźnie przy tym chwaląc Marię, która Go słuchała. Nie zmienia to jednak tego, że różne czynności muszą być wykonane, posługi spełnione, potrzeby innych zaspokojone, nieraz przecież właśnie przez nas. Jak więc “mało, albo tylko jednego”?
To jedno wystarczy. Co takiego? Słuchanie Pana. Słuchanie nie będące tylko przyjmowaniem słów, ale przyjmowaniem i pełnieniem. Wtedy jednocześnie wypełnię te posługi, które do mnie należą, pomogę potrzebującemu, a nie odstąpię od Pana. Więcej nawet! To On sam będzie działał! To pozostanie Jego dziełem, a ja będę jedynie współpracować. Czy to dobrze? To doskonale. Wtedy bowiem nie zasłaniam sobą Pana, wtedy Jego łaska będzie czynić to, co dla mnie pozostaje niemożliwe i nieosiągalne!
O to jedno więc zabiegajmy - o słuchanie Pana i pełnienie Jego woli tak, jak rozpoznamy ją na modlitwie, w rozważaniu Pisma Świętego, w obserwacji świata wokół nas i jego potrzeb, zgodnie z nauką Kościoła, a niczego nie zaniedbamy, a wszystkiego dokonamy z miłością.