III Niedziela Wielkiego Postu
Schwycili Go więc, poprowadzili i zawiedli do domu najwyższego kapłana. A Piotr szedł z daleka. Gdy rozniecili ogień na środku dziedzińca i zasiedli wkoło, Piotr usiadł także między nimi. A jakaś służąca, zobaczywszy go siedzącego przy ogniu, przyjrzała mu się uważnie i rzekła: «I ten był razem z Nim». Lecz on zaprzeczył temu, mówiąc: «Nie znam Go, kobieto». Po chwili zobaczył go ktoś inny i rzekł: «I ty jesteś jednym z nich». Piotr odrzekł: «Człowieku, nie jestem». Po upływie prawie godziny jeszcze ktoś inny począł zawzięcie twierdzić: «Na pewno i ten był razem z Nim; jest przecież Galilejczykiem». Piotr zaś rzekł: «Człowieku, nie wiem, co mówisz». I w tej chwili, gdy on jeszcze mówił, kogut zapiał. A Pan obrócił się i spojrzał na Piotra. Wspomniał Piotr na słowo Pana, jak mu powiedział: «Dziś, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz». Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał.
Łk 22, 54 - 62
Choć trzy lata Apostołowie chodzili za Jezusem, to Męka Pana Jezusa pokazuje, że jeszcze nie byli u kresu drogi rozwoju do pełnej miłości Boga. Apostołowie opuszczają Pana, św. Piotr się Go zapiera, tylko św. Jan zostaje pod krzyżem. Powrót świętego Piotra do Pana Jezusa przez płacz i żal jest drugim nawróceniem - boleśniejszym od pierwszego.
Nie tyle chodzi tu o fakt zaparcia się Pana Jezusa przez św. Piotra. To pojedynczy grzech, chodzi natomiast o doświadczenie głębokie własnej słabości i nędzy, doświadczenie że nie o własnych siłach postępuje się naprzód.
Potrzeba oczyszczenia
Człowiek, który próbuje wyzbywać się swoich wad, który stara się szczerze służyć Bogu, unikać grzechów, wciąż ma w sobie słabości i wady, których własną aktywnością do końca nie jest w stanie się pozbyć. Trzy są takie wady, które towarzyszą tym, którzy walczą ze swoimi słabościami, ale jednak pozostają jeszcze początkującymi, dopóki sam Bóg nie oczyści ich:
- zmysłowość duchowa
- pycha duchowa
- lenistwo duchowe
Zmysłowość duchowa
Jeśli ktoś modli się, to pewnie zdarzyło mu się doświadczyć pociechy duchowej - pewnego słodkiego doświadczenia, dobrego samopoczucia, które pojawia się w związku z modlitwą, a które w swojej dobroci daje nam Bóg. Takie pocieszenie nie jest złe - w końcu pochodzi od Boga. Ma ono dodać sił i zachęcić początkujących do modlitwy i obcowania z Bogiem. Podobnie jak dzieciom rodzice nieraz wynagradzają dobre uczynki słodyczami, by zachęcić je do dalszego takiego postępowania.
Przychodzi jednak moment, kiedy rodzic taki przestanie nagradzać dziecko za dobre postępowanie - nie dlatego, że przestał je kochać, albo że zaczęło postępować źle, ale dlatego, że dziecko musi się nauczyć, że należy czynić dobro dlatego, że jest dobre, a nie z uwagi na chwilową i doczesną przyjemność, która jest jedynie dołączona, a nie istotowo związana z danym dobrym dziełem. Tym bardziej najlepszy Bóg odbierze w pewnym momencie takie pociechy płynące z obcowania z Nim. Czy dlatego, że przestał chcieć naszej modlitwy? Nie! Dlatego, że my częściej pragniemy tych pociech niż Boga.
Człowiek początkujący, który skosztował tej słodyczy płynącej z modlitwy może całkiem niepotrzebnie do tej uczuciowej słodyczy się przywiązać. Obrazowo mówiąc - może bardziej chcieć darów Bożych niż samego Boga, może modlić się nie ze względu na Boga, ale ze względu na pociechy. Taki stan nazywamy zmysłowością czy łakomstwem duchowym. Człowiek doskonały nie może trwać w takim stanie. Dlaczego? Dlatego, że doskonały odnosi wszystko do Boga, a człowiek łakomy duchowo wciąż jeszcze odnosi modlitwę do siebie, swoich pragnień. Kto więc dąży do doskonałości - musi się tego wyzbyć.
Pycha duchowa
Człowiek, którego pragnienie duchowych pociech jest zaspokojone, może wpaść w duchową pychę - chełpić się własną doskonałością, pouczać innych, sądzić ich, a nawet szukać takiego księdza, spowiednika, który nie będzie wymagał, ale zachwycał się jego rzekomą wielką doskonałością, choć naprawdę wciąż jeszcze jest początkującym.
W takim stanie spowiedź, zwłaszcza kiedy przydarzył się jakiś grzech bardziej hańbiący, może się okazać bardzo trudna. Może się nawet zdarzyć, że swoje grzechy będzie się owijało w bawełnę, albo szukało innego niż zwykle spowiednika dla wyjawienia grzechów bardziej hańbiących.
Ta wada, podobnie jak poprzednia pokazuje skupienie człowieka wciąż jeszcze na sobie, a nie na Bogu. Jest to kolejna wada, która musi być wykorzeniona, by dojść do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej - by wszystko zawsze odnosić do Boga, nie skupiać się na sobie.
Lenistwo duchowe
Gdy człowiekowi opanowanemu przez zmysłowość duchową odebrać pociechy, wtedy łatwo pojawia się lenistwo duchowe - czyli niechęć, opieszałość, niedbalstwo, a nieraz i zaniedbania w pracy nad sobą i wzrastaniu w świętości. Taki stan, jeśli będzie się w nim dłużej trwało, może przerodzić się w wielką liczbę różnych, bardzo poważnych wad, jak złośliwość, cynizm, małoduszność, pożądanie rzeczy niegodziwych.
Bierna noc zmysłów
Wszystkie te wady, jak i inne, które mogą tamtym towarzyszyć, domagają się głębokiego oczyszczenia. Nie tyle poprawy, ale całkowitego wykorzenienia. Człowiek nie jest tego w stanie zrobić własną aktywnością. Tutaj potrzeba, by sam Bóg zaangażował się w oczyszczanie człowieka. Tak jak człowiek poważnie chory, nie jest w stanie sam sobie pomóc, tak tutaj człowiek potrzebuje Boskiego Lekarza, który wytnie i wypali w człowieku to, co musi być wyniszczone.
Tak więc Bóg, chcąc naprawdę naszego dobra - a więc naszej świętości, wprowadza dusze w to, co św. Jan od Krzyża nazywa bierną nocą zmysłów. Jest to czas oczyszczenia, ale takiego, w którym to nie człowiek własnym wysiłkiem odrzuca wady, ale czasem, kiedy sam Bóg oczyszcza duszę. Św. Jan od Krzyża wymienia trzy znaki, które świadczą o tym stanie, a jednocześnie to właśnie przez te trzy znaki faktycznie to oczyszczenie duszy się dokonuje.
Brak pociech
Dla wykorzenienia łakomstwa duchowego, Bóg odbiera takiej duszy wszystkie pociechy, jakie płyną z modlitwy i ze spraw Bożych. Dochodzi do tego, że taki człowiek nie znajduje żadnej przyjemności w sprawach Bożych. Nie cieszy go już modlitwa, nie ma ochoty uczestniczyć we Mszy Świętej, niechętnie czyta Pismo Święte, a nawet wtedy, trudno mu cokolwiek zrozumieć. Jednym słowem - cokolwiek było wcześniej przyjemnego w obcowaniu z Bogiem - wszystko to jest odebrane.
Nie tylko to, taki człowiek nie znajduje też żadnego upodobania w sprawach światowych. To jest podstawowa różnica między tym stanem, o którym mówimy, a który jest znakiem przechodzenia do kolejnego, wyższego etapu życia duchowego, a stanem tych, którzy przez grzechy od Boga się odwrócili i w świecie znajdują masę przyjemności.
Ważna uwaga - człowiek tak prowadzony przez Boga nie ma przyjemności w sprawach Bożych, ale to wcale nie znaczy, że porzuca wszystkie te sprawy Boże. Gdyby je porzucił - stałby się właśnie tym, kto porzuca Boga dla świata. W tym nie ma nic z tego postępu i oczyszczenia, do których teraz Bóg pociąga taką duszę.
Ciągłe pragnienie Boga
W taką duszę Bóg wlewa też wielką troskę o zażyłość i bliskość z Nim samym. Taka troska, połączona ze wspomnianą już oschłością i brakiem smakowania spraw Bożych może rodzić w człowieku niepokój i bolesne podejrzenie, że oddala się od Boga. Wytrwanie w tym stanie sprawia bardzo dokładne oczyszczenie pożądań.
Tutaj potrzeba wielkiej wytrwałości i wsparcia mądrego kierownika, albo spowiednika. Bez tej wytrwałości człowiek może zaniechać dalszej wierności, sądząc, że “czas pobożności widocznie minął” - nic bardziej mylnego! Właśnie teraz rozpoczyna się czas prawdziwej pobożności! Niestety współczesny świat ze swoją niestałością, którą raz po raz promuje, wcale w tym nie pomaga - stąd potrzeba mądrego przewodnika w tym stanie - często będzie nim mądry ksiądz.
Trudność w rozmyślaniu
Trzeci znak takiego oczyszczenia, to trudność w rozmyślaniu o sprawach Bożych, o Piśmie Świętym. Nie chodzi tu o wspominane już oschłości, ale o fizyczną trudność. Ktoś, kto wcześniej potrafił, dzięki rozmyślaniu, dojść do pewnych wniosków i prawd dotyczących wiary, nagle wydaje się całkowicie tracić tą zdolność. Jego umysł wydaje się być jakoś otępiały. Dzieje się tak dlatego, że Bóg zaczyna takiemu człowiekowi już nie tyle dawać Się poznać przez rozmyślanie, ale przez proste spojrzenie duszy - coś, co nazywamy kontemplacją.
Można to porównać do przejścia od czytania o tym, jak wygląda dany obiekt, do zobaczenia go na własne oczy. To tak, jakby wcześniej komuś opowiadano o tym, jak smakuje jakiś nieznany przez niego owoc, a teraz po prostu dano mu go do skosztowania. Takie poznanie jest o wiele doskonalsze, ale angażuje zupełnie inne władze człowieka, stąd trudności w dawnym rozmyślaniu.
Poznanie własnej nędzy
Często w tym stanie człowiekowi towarzyszą różne pokusy, zwłaszcza przeciwko czystości i cierpliwości. By się im oprzeć potrzeba żywych i ze wszystkich sił aktów cnót. Dzięki temu cnoty te zakorzeniają się lepiej w nas. Takie pełnienie czynów cnotliwych od razu osiągają to, co mniejsze akty cnót osiągają później - a mianowicie wzrost miłości do Boga, o którą przecież zawsze i we wszystkim chodzi.
Walka z pokusami pokazuje też człowiekowi jego małość i potrzebę Bożej łaski. W ten sposób człowiek coraz głębiej poznaje własną nędzę i słabość oraz niezmierzoną dobroć Boga, który obdarza go wszelkimi łaskami. To poznanie - własnej małości i Bożej wielkości - nie jest już poznaniem płynącym z książek, ale doświadczeniem.
Dzięki temu rodzi się w człowieku prawdziwa pokora - a więc poznanie prawdy o sobie, uznanie własnej małości, potrzeby Boga, Jego łaski. Rodzi się też wielka ufność do Boga, którego człowiek poznaje nie tylko jako wielkiego, ale jako Boga, który jest miłością, który kocha go i obdarza wszelkimi dobrami.
Ciasna droga
To drugie nawrócenie jest bardzo wyraźnie wejściem na “wąską drogę”, która prowadzi do Nieba. Tak naprawdę te wszystkie trudności są przejawem działania nas coraz jaśniej darów Ducha Świętego:
- umiejętności (pokazuje marność rzeczy stworzonych, wielkość grzechu - odbieramy to jako oschłości)
- męstwa (dodaje sił i stałości w walce z trudnościami - stąd pragnienie służenia Bogu pomimo trudności)
- bojaźni Bożej (stąd wytrwałość w opieraniu się pokusom, które przychodzą)
- rozumu (trudność w rozmyślaniu, za to początek kontemplacji - miłosnego zapatrzenia duszy w Boga)
Tak więc, kto chce dojść do świętości, niech, jak czytamy w Mądrości Syracha, “przygotuje swą duszę na doświadczenia” i niech ufa Panu, który każdemu hojnie daje i wszystkich chce doprowadzić do wielkiej świętości.