IV Niedziela Wielkiego Postu
Następnie wyprowadzili Go, aby Go ukrzyżować. I przymusili niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, który wracając z pola właśnie przechodził, żeby niósł krzyż Jego. Przyprowadzili Go na miejsce Golgota, to znaczy miejsce Czaszki.
Mk 15, 20b - 22
Doskonałość chrześcijańska nie jest niczym innym, jak upodobnieniem do Pana Jezusa. Dlaczego? Dlatego, że w Nim dokonało się doskonałe zjednoczenie człowieka z Bogiem - w jednej Boskiej Osobie Syna Bożego. Nie mamy dążyć do takiego samego zjednoczenia, gdyż byłoby to i pyszne, i bluźniercze, i niemożliwe. Mamy jednak, z Bożą pomocą, dążyć do jak największego zjednoczenia z Bogiem, co siłą rzeczy będzie oznaczało jakieś upodobnienie do Pana Jezusa.
Szczytem tego upodobnienia jest zjednoczenie z Bogiem - to ostateczne w Niebie, a z Bożą pomocą możliwe do zapoczątkowania już tu, na ziemi (co wiemy chociażby patrząc na życiorysy Świętych). Tak jak, Pan Jezus wstępuje na górę Kalwarię, tak dusze, które przeszły przez omawianą wcześniej noc zmysłów, postępują na górę zjednoczenia z Bogiem. Stąd też nazywamy te dusze już nie początkującymi, ale postępującymi. Prowadzone przez Boga, oświecane przez Niego, postępują w upodabnianiu się do Chrystusa.
W czym więc mają się upodabniać do Pana Jezusa? W Dziejach Apostolskich św. Piotr mówi o Panu Jezusie, że ,,przeszedł On dobrze czyniąc’’. To jest wskazówka odnośnie tego, czego to upodobnienie ma dotyczyć. Nie chodzi o czynienie cudów, ale o czynienie dobra. Nie można jedna dać się zwieść i myśleć, że chodzi tu o prostą dobroczynność sprowadzającą się do przelewu na konto organizacji mniej lub bardziej dobroczynnej.
Chodzi o nabywanie pewnej sprawności, stałego usposobienia do czynienia dobra. Takie usposobienie nazywamy cnotą. Była już o nich mowa na początku Wielkiego Postu przy okazji rachunku sumienia z cnót. Teraz jednak trzeba im się przyjrzeć nie w kategoriach ewentualnych braków, które można znaleźć u początkujących, ale mówiąc o tym, czym są w istocie i pokazując o co walczą postępujący. Do tej pory dusza starała się wykorzeniać wady. Teraz zaczyna nabywać cnoty.
Bez wątpienia chwalebniejszym jest nabywać cnoty niż wykorzeniać wady. Nie da się jednak uczynić pierwszego bez drugiego. Podobnie jak z każdą inną dziedziną, w której się rozwijamy - chwalebnym jest pisać piękną poezję, ale nie da się tego robić, nie nauczywszy się wpierw czytać i pisać. Kto by próbował przeskoczyć ten porządek nigdy nie napisze żadnego wiersza. Choć więc większym jest pisanie poezji, to nie można skupiać się od razu na celu nie licząc się ze środkami koniecznymi do osiągnięcia celu.
Postęp w cnotach
Dusza oczyszczona przez noc zmysłów coraz lepiej poznaje Boga i siebie. Boga jako dawcę wszelkiego dobra, miłosiernego, kochającego - o wiele lepiej dostrzega i pojmuje prawdy wiary. W sobie dostrzega ubóstwo i zależność od Boga. To podwójne poznanie jest bardzo ważne i przynosi wielki owoc. Im bardziej ktoś poznaje Boga, tym bardziej do Niego lgnie. Im bliżej ktoś jest Boga, tym bardziej mu zależy, żeby do Pana jak najbardziej się upodobnić. Podobnie jak upuszczony kamień - im bliżej jest ziemi, tym szybciej spada.
Postępujący, dzięki temu żywemu poznaniu Boga, z większym zapałem upodabniają się do Niego. Tym samym poddają się działaniu Bożej łaski, współpracują z Bogiem w dziele uświęcenia i, jak mówi Psalm 84, ,,z mocy w moc wzrastać będą’'.
Roztropność
W rozwoju cnót moralnych tą, która kieruje pozostałymi jest roztropność. To ona wskazuje, jaką drogę obrać w różnych okolicznościach i jak postąpić, gdzie jest prawdziwe dobro i co faktycznie należy czynić. Udoskonala ona w ten sposób rozum, do trafnego sądzenia zarówno we własnych sprawach, jak i gdy ktoś prosi o radę.
Na poziomie przyrodzonym roztropność oznacza wybieranie tego, co godziwe przed tym, co użyteczne. Tak bardzo różni się przez to od tego, co zwykliśmy nieraz nazywać roztropnością, a jest raczej przebiegłością i krętactwem. Nie ten jest roztropny, kto zawsze znajdzie sposób, by wykręcić się od odpowiedzialności, od nieprzyjemności, ale ten, kto w każdej sytuacji postępuje za tym, co słuszne, a nie za tym, co przydatne i wygodne. Tak rozumiana roztropność kieruje też pozostałymi cnotami moralnymi i wyznacza im kierunek - stąd nazywana jest woźnicą cnót. Jak woźnica kieruje końmi, tak roztropność kieruje pozostałymi cnotami moralnymi.
Taka roztropność nakazuje, między innymi:
- panować nad emocjami
- powściągać fantazjowanie i kaprysy
- ufać sądom mądrzejszych
- być posłusznym przełożonym
- w kontaktach z innymi ludźmi mieć wzgląd na ich charakter
Wraz z chrztem zostaje nam udzielona cnota roztropności na zupełnie innym poziomie - roztropność, która pochodzi od Boga, roztropność wlana. Ona dodaje do naszej przyrodzonej, nabytej roztropności, światło wiary. Sprawia, że na wszystko patrzymy mając przed oczami cel ostateczny - Niebo. Przypomina ona, że nie można zgadzać się na mierność, bylejakość, na nie wychylanie się. Nie ogranicza się tylko do ludzkich kalkulacji, choćby nawet były oparte o wielkie doświadczenie i prawość życia, ale niejako spogląda z wysokości Nieba na wszystkie sprawy, patrząc nie tylko, co słuszne z perspektywy ziemi, ale co najsłuszniejsze z perspektywy wieczności.
Jak daleko taka roztropność jest od słów, które nieraz wypowiada się pod płaszczykiem roztropności, że w niczym, nawet w pobożności i miłości do Boga, nie można przesadzać.
Sprawiedliwość
Drugą cnotą, o której wzrost należy się bardzo troszczyć jest sprawiedliwość. Bynajmniej nie chodzi tu o legalizm, który patrzy tylko na przepis, nie zastanawiając się wcale ani nad jego sensem, ani nad celem, ani nad zgodnością z prawem Bożym. Taki legalizm, choć nieraz bardzo wygodny, bo łatwiej jest nie złamać prawa niż nie zgrzeszyć, nie ma wiele wspólnego ze sprawiedliwością. Prawdziwa sprawiedliwość polega na oddawaniu każdemu tego, co słusznie mu się należy. Już tutaj widać związek sprawiedliwości z roztropnością. Roztropność rozpoznaje, co komu się należy. Sprawiedliwość zaś udoskonala naszą wolę, by to, co poznane jako słuszne, uczynić.
Są cztery rodzaje sprawiedliwości - we wszystkich z nich należy nam wzrastać i utwierdzać się, by dobrze ukształtować naszą wolę do jednoznacznego wybierania tego, co powinno być zrobione.
Sprawiedliwość wymienna
Ten rodzaj sprawiedliwości dotyczy relacji między jednym człowiekiem a drugim. Najłatwiej dostrzegamy uchybienia w tej dziedzinie. Łatwo też je wyliczyć: morderstwo, kradzież, wstrzymywanie zapłaty, oszustwa, fałszywe oskarżenia, obmowa, szyderstwo i inne jeszcze. Chodzi tutaj o każdą sytuację, gdy konkretnego człowieka pozbawiam jakiegoś dobra mu należnego - czy to chodzi o dobro dotyczące jego ciała (życie, zdrowie), czy to o dobro niematerialne (dobre imię, należna cześć), czy o materialne (pieniądze, majątek). Przy każdym takim uchybieniu należy naprawić zło popełnione - nie tylko zwrócić skradzioną rzecz, ale naprawić też zszargane dobre imię.
Sprawiedliwość rozdzielcza
Odnosi się ona do relacji przełożonych wobec podwładnych, społeczności im powierzonej. Dotyczy to więc sprawiedliwego podziału dóbr wspólnych dla różnych członków wspólnoty, przydzielania praw i obowiązków, ustanawiania zasad rządzących społecznością, w razie potrzeby karania i nagradzania. Jak łatwo tutaj o wzgląd na osobę i bardziej liczenie się z człowiekiem bogatym lub pochodzącym z tak zwanej dobrej rodziny niż z tym, kto choć biedny to pielęgnującym w sercu prawdziwą bliskość z Bogiem.
Sprawiedliwość ogólna
Ten rodzaj z kolei mówi o relacji jednostki wobec społeczeństwa i dobra wspólnego. Tyle przecież dóbr otrzymujemy od społeczności, w której żyjemy: od Kościoła Powszechnego, Kościoła lokalnego - diecezji, od parafii, od państwa i jego struktur. Wobec tych społeczności mamy jednak swoje zobowiązania. Pierwszym z nich jest przestrzeganie praw rządzących tymi społecznościami i osobiste zaangażowanie, zgodnie z własnym stanem życia i możliwościami, we wzrost dobra wspólnego tych społeczności. Nawet najwięksi pustelnicy oddawali swoje umartwienia na pożytek Kościoła. Nie można zapominać o potrzebach wspólnoty tylko dlatego, że jest mi dobrze, albo dlatego że nie czuję się dość przez wspólnotę obdarowany.
Słuszność
Wspinając się po kolejnych szczeblach sprawiedliwości, dochodzimy do najwyższego - słuszności. Słuszność pomaga zrozumieć autentyczny sens prawa i dostrzegać, co należy czynić, nawet jeśli byłoby to sprzeczne z dosłownym rozumieniem prawa. Prawo jest stanowione dla sytuacji najbardziej powszechnych i nie sposób, by ludzki prawodawca przewidział wszystkie możliwe okoliczności życia. Tym samym w pewnych okolicznościach może się okazać zgodne z wolą prawodawcy to, co nie jest zgodne z literą jego prawa.
Nie chodzi tu o lekceważenie przepisów dla własnej wygody i uznając, że wiem lepiej. Idzie o sytuacje przez prawo nieprzewidziane, w których widać, że dosłowne trzymanie się przepisów szkodzi, a nie służy niczemu dobremu. Przykładem takiego postępowania może być sytuacja, w której człowiek mocno pijany i agresywny, domaga się bym oddał mu siekierę, którą mi pożyczył. Łatwo się domyślić, że w tym stanie, uzbrojony w siekierę stanowiłby poważne zagrożenie. Choć więc prawo mówi, że należy oddawać rzeczy pożyczone, to w tym przypadku słuszność podpowiada, że należy wstrzymać oddanie siekiery do czasu jego wytrzeźwienia.
Męstwo
Męstwo jest cnotą, dzięki której nie ustępujemy w obliczu zła, trudności, przeszkód w czynieniu dobra. Najczęstszą w naszym życiu okazją do praktykowania męstwa jest cierpliwość - a więc mężne, bez utyskiwania, znoszenie cierpienia i zła, na które nie mam wpływu. Ileż razy w naszym życiu musimy przetrwać taki czas cierpień i to cierpień wcale nie chwalebnych (wtedy bowiem byłoby ryzyko, że bardziej zależy nam na honorze i sławie niż na cierpliwości), ale wręcz poniżających. Łatwiej jest w chwili porywu uczuć zaatakować wroga, niż nieraz przez długi czas znosić przykre doświadczenia z miłości do Boga i drugiego człowieka.
Umiar
Ostatnia z cnót kardynalnych, umiar, porządkuje pragnienia. Wzrastając w świętości, korzystając z cnoty roztropności, która pomaga wskazywać słuszne miary dla naszych pragnień, należy podporządkować tejże roztropności nasze pożądania. Nie wystarczy wiedzieć, ile to już za dużo, a ile to jeszcze za mało - trzeba zgodnie z tym postępować.
Zależnie od usposobienia i okoliczności życia każdego człowieka - jeden będzie musiał bardziej odmawiać sobie różnych dóbr, na które ma ochotę, inny natomiast odmawiać sobie odmawiania - a więc przesadnego umartwienia, które pochodzi od złego ducha, a nie od Boga. Postępującym potrzeba jasnej i skutecznej decyzji (nie tylko postanowienia, ale i realizacji) nie przekraczania rozumnej miary (poznanej przez nadprzyrodzoną cnotę roztropności) w korzystaniu z dóbr tego świata.
Cnoty teologalne
Nie sposób mówić o postępowaniu w drodze do zjednoczenia z Bogiem, nie mówiąc także o cnotach teologalnych - wierze, nadziei i miłości. Szerzej zostaną omówione w pełnej swojej krasie u doskonałych, ale już u postępujących trzeba o nich wspomnieć.
Cnota wiary oznacza przyjmowanie i wierzenie w to, co Bóg objawia tak, jak On sam tego chce. Dzięki temu poznajemy prawdę o Bogu, ale też, dzięki temu, prawdę o nas samych i o naszych bliźnich. Tu też okazuje się jak żyć w codzienności naszą wiarą. Nie chodzi tylko o rozumowe przyjęcie dogmatów (choć to nieodzowne), ale o patrzenie na wszystko z tej perspektywy. Nie możemy Boga czynić sobie na własną miarę, dopasowywać Go do własnych wyobrażeń i pragnień (,,Nie będziesz miał bogów cudzych obok Mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą’’ - Wj 20, 3 - 5) , wątpić w Jego miłość do nas lub innych (bo nam samym trudno siebie lub innych kochać).
Cnota nadziei prowadzi nas do pragnienia Boga, by Go chwalić, kochać i cieszyć się Nim w Niebie. Nie daje ona pewności zbawienia, ale pewność dążenia do zbawienia - dając się prowadzić Bogu przez wiarę. Takie pragnienie Nieba, pragnienie wielkoduszne, pełne nadziei opierającej się nie na własnej doskonałości, ale na Bogu wspierającym nas w dążeniu do Niego. Wzrost nadziei prowadzi więc do coraz żywszego pragnienia Nieba. Nie pragnienia Nieba jako ,,nagrody pocieszenia’’ po życiu doczesnym, ale jako prawdziwej pełni szczęścia i prawdziwego celu naszego życia.
Kochać drugiego oznacza chcieć jego dobra i cieszyć się z dobra przez niego już posiadanego. Cnota miłości nadprzyrodzonej oznacza miłowanie Boga ponad wszystko, jako Najlepszego Przyjaciela, a więc radowania się Nim samym (jako że jest absolutną pełnią wszelkiej doskonałości) i pragnienia, by wszyscy ludzie poddali się Jego panowaniu. Dalej - przyjaźń domaga się wzajemności i zażyłości, wspólnego przebywania (jeśli nie fizycznie, to przynajmniej przez wymianę myśli). Taka miłość - Boga ponad wszystko, a ludzi ze względu na Boga to właśnie miłość nadprzyrodzona. Prowadzi ona do dostrzegania potrzeb drugiego człowieka, a przede wszystkim do wielkiej żarliwości o chwałę Bożą i o zbawienie dusz, o które wszyscy mamy się troszczyć. Troskę tę widać coraz wyraźniej u dusz postępujących.
Wytrwanie przy Panu w tej drodze, pomnażanie cnót pod Jego kierownictwem i z Jego łaską staje się piękną, choć bardzo wymagającą drogą wzrostu w świętości, która coraz bardziej jaśnieje na obliczu takiego człowieka, a która, gdy Pan dokona kolejnego oczyszczenia, zajaśnieje z wielką mocą.