II Niedziela Wielkiego Postu

Wówczas kohorta oraz trybun razem ze strażnikami żydowskimi pojmali Jezusa, związali Go i zaprowadzili najpierw do Annasza. Był on bowiem teściem Kajfasza, który owego roku pełnił urząd arcykapłański. Właśnie Kajfasz poradził Żydom, że warto, aby jeden człowiek zginął za naród. (…)
Następnie Annasz wysłał Go związanego do arcykapłana Kajfasza (…)
Od Kajfasza zaprowadzili Jezusa do pretorium.
J 18, 12 - 14. 24. 28a

W trakcie Swojej Męki nasz Pan był niesprawiedliwie sądzony przez Annasza, Kajfasza, Piłata. Pan Jezus przyjął na Siebie niesłuszne oskarżenia, bo my sami niejednokrotnie nie chcemy podporządkować się tak pożytecznemu nam i sprawiedliwemu osądowi naszego sumienia.

Tak pokazuje się droga, którą ma podjąć każdy, kto chce spełnić nakaz: “Bądźcie doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz Niebieski”. Tak jak droga do świętości zaczyna się od dostrzeżenia własnych grzechów, niejednokrotnie bardzo bolesnego, o którym mówiliśmy tydzień temu, tak pierwszym etapem tej drogi jest wypowiedzenie wojny grzechowi w nas. Ta wojna zakłada poddawanie się osądowi własnego sumienia. Ten osąd ma dotyczyć zarówno czynów już dokonanych, jak i czynów, które dopiero są przede mną.

Sumienie pouczynkowe

Najgłośniejszym, najbardziej wyraźnym i często męczącym głosem sumienia, jest głos sumienia pouczynkowego - tego, które ocenia uczynki, słowa i myśli, których już się dopuściłem. Ten głos - wyrzuty sumienia - najtrudniej zagłuszyć w sobie i jest to często pierwszy krok, a może i pierwsza mobilizacja do pracy nad sobą. Sumienie nie daje spokoju, więc widzę, że jestem czemuś winien, że potrzebuję Bożego przebaczenia.

Warto jednak zwrócić uwagę na pewien aspekt, który może być pomijany podczas rachunku sumienia, przygotowania do spowiedzi i ogólnie - pracy nad sobą. Nie wystarczy poznać swoje pojedyncze grzechy uczynkowe, choć oczywiście jest to niezbędne do spowiedzi jeśli idzie o grzechy ciężkie. Dla pracy nad sobą wartościowe, w zasadzie nieodzowne jest poznanie źródeł własnych grzechów, przyczyn, które do nich doprowadziły.

Dopiero kiedy zlokalizujemy źródła naszych grzechów, będziemy w stanie skutecznie z nimi walczyć. Wtedy będziemy umieli walczyć ze źródłami grzechu, co pomoże skuteczniej, szybciej, bardziej trwale pozbywać się, wręcz wykorzeniać grzech z naszego życia. Do tego zresztą jesteśmy zobowiązani od dnia Chrztu. Jedno z przyrzeczeń chrzcielnych brzmi:

Czy wyrzekasz się wszystkiego, co prowadzi do zła, aby cię grzech nie opanował? - Wyrzekam się.

W Pierwszym Liście do Koryntian Bóg poucza nas przez słowa i przykład św. Pawła:

Ja przeto biegnę nie jakby na oślep; walczę nie tak, jakbym zadawał ciosy w próżnię, lecz poskramiam moje ciało i biorę je w niewolę, abym innym głosząc naukę, sam przypadkiem nie został uznany za niezdatnego.
1 Kor 9, 26 - 27

Na oślep biegnie i walczy zadając ciosy w próżnię ten, kto nie wie, do czego tak naprawdę ma dążyć i nie wie, z jakim przeciwnikiem tak naprawdę walczy.

Te przyczyny naszych grzechów możemy podzielić na dwie główne grupy:

  1. przyczyny zewnętrzne - okazje do grzechu
  2. przyczyny wewnętrzne - skłonność do grzechu, nabyte wady

Okazje do grzechu

Okazją do grzechu jest wszystko to, co zewnętrzne, a co do grzechu mnie pobudza. Mogą to być bardzo różne rzeczy: miejsca, osoby, przedmioty. Tak naprawdę nie tyle istotnym jest, co to jest, a ważniejsze jest, co z tym mam zrobić. Z jednej strony, na mocy wspomnianego już przyrzeczenia chrzcielnego, ale też po prostu z natury rzeczy, wszyscy jesteśmy zobowiązani, żeby na ile to możliwe, oddalać od siebie wszelkie okazje do grzechu.

Nie sposób jednocześnie utrzymywać, że “nie chcę grzechu” i godzić się bez powodu na to, co mnie do grzechu prowadzi. Jak można powiedzieć, że szczerze chce się wyzwolić z nałogu alkoholizmu człowiek, który zbiera w domu najróżniejsze alkohole? Jak można twierdzić, że chce się zerwać z kradzieżami, utrzymując wciąż bliskie relacje z ludźmi, którzy regularnie namawiają i pomagają w przeprowadzeniu kradzieży? Jak można uważać, że szczerze walczę z nieczystymi obrazami w życiu, jeśli nie utrudniam sobie (chociażby pozbywając się komputera i telefonu, gdy nie są potrzebne) dotarcia do nich?

Dotyczy to wszystkich spraw. Zastanówmy się, ile w naszym życiu jest takich pozornych nawróceń? Nawróceń, które nie zakładają oderwania się od tego, co do grzechu prowadzi. Co powiedziałaby żona mężowi, który wielokrotnie zdradzał ją z inną kobietą i zarzeka się, że “nigdy więcej”, ale wciąż zaprasza tę kobietę na obiady?

Nie wolno zatem, bez słusznego powodu, trwać w okazji do grzechu. Co jest takim słusznym powodem? To zależy od tego, jak bardzo dana rzecz, osoba, miejsce, prowadzi do grzechu. Im bliższy związek między okazją a grzechem i im większa pokusa rodząca się z okazji, tym poważniejsza musi być przyczyna. Dla przykładu: dla alkoholika otwarty sklep monopolowy jest daleką okazją do grzechu, ale butelka alkoholu czekająca na niego w domu jest okazją bliską.

Niektórych okazji do grzechu nie jesteśmy w stanie wyeliminować z życia, albo nie mamy obowiązku ich eliminować, z uwagi na bardzo odległy związek między okazją a grzechem - pod warunkiem, że szczerze nie chcemy grzechu. Gdy jednak okazja jest bliska, to tylko olbrzymia niedogodność, a w skrajnych przypadkach - fizyczna niemożliwość - zwalnia z obowiązku pozbycia się jej z życia. Pamiętajmy o słowach Pana Jezusa: “Jeśli twoje prawa ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie”.

Wady

Kolejną przyczyną naszych nawracających grzechów mogą być wady. Wady - a więc nabyte sprawności w czynieniu zła. Tak, jak z każdą inną sprawą - im więcej powtarzam, ćwiczę, tym lepszy w tym jestem. Podobnie z czynieniem zła, grzeszeniem. Im częściej powtarzam dany grzech, tym lepszym grzesznikiem jestem, tym łatwiej, sprawniej, częściej, szybciej przychodzi mi zgrzeszyć.

Praca nad sobą domaga się dostrzeżenia swoich wad - nie po to, by odbierać sobie nadzieję na poprawę, ale po to, by uczciwie uznać prawdę o sobie, że niektóre wady posiadam i walka z grzechem domaga się nie tylko walki z uczynkami, ale walki z daną postawą. Kto jest świadomy wady, a nie chce z nią walczyć, ten jeszcze bardziej obciąża swoje sumienie, niż ten, kto grzeszy nie mając wady, albo nie mając jej świadomości.

Jak zwalczać swoją wadę? Zacząć od tego, że jej nie chcę - nie można mówić o walce z wadą, gdy nie ma decyzji o jej wykorzenieniu. Dalej - należy praktykować czyny przeciwne wadzie. Jeśli moją wadą jest spóźnialstwo - staram się nie tylko być na czas, ale wręcz przed czasem na wszystko. Jeśli moją wadą jest złorzeczenie - modlę się za innych, tych zwłaszcza, dla których trudno jest mi życzyć dobra. Jeśli moją wadą jest nieczystość - uciekam od wszystkiego, co ma choćby pozór nieczystości.

Sumienie przeduczynkowe

Nie wystarczy jednak rozważać swoich przeszłych czynów. To rozważanie ma prowadzić do zmiany postępowania na przyszłość. Należy w sobie wypracować, i to za wszelką cenę, troskę o to, żeby słuchać swojego sumienia przed danym czynem. To sumienie mówi mi, że dany czyn jest godziwy i dobry, albo niegodziwy i grzeszny. Ile razy postępuję wbrew sumieniu, tyle razy grzeszę - i to nieważnie, czy sumienie akurat się myli, czy nie.

Potrzeba więc wypracować w sobie stałe nastawienie, że wolę cierpieć wszystko, ale zawsze postąpić tak, jak nakazuje mi sumienie - nawet jeśli wiązałoby się to z wielkimi trudnościami, przykrościami, czy wręcz krzywdą, która mnie z tego powodu spotka. Ile razy przecież zdarzyło nam się wybrać świadomie zło? Ile grzechów popełniliśmy, wiedząc przecież, że źle robimy - sumienie działało, ale uznając, że jakieś doczesne korzyści, przyjemności, chwilowy zysk ważniejszy jest od głos sumienia. Ile razy wybieraliśmy lekkie grzechy, wiedząc, że jest to złe, ale zasłaniając się tym, że to przecież nic takiego, drobnostka - drobne kłamstwa, niewielkie nieuczciwości, marnowanie czasu, świadome rozproszenia na modlitwie, zaniedbanie modlitwy dla wygody. To tylko przykłady grzechów, przecież nie ciężkich, a jednak świadomie nieraz popełnianych.

Asceza

Pomocą w takiej pracy, w wyćwiczeniu się w takim stałym podążaniu za głosem sumienia jest asceza - którą przecież szczególnie w Wielkim Poście praktykujemy. Warto jednak pamiętać, jaki jest cel umartwienia. Nie po to odmawiam sobie czegoś, co lubię, żeby się nad sobą znęcać, ale po to, by w ten sposób pokutować za swoje winy, przez udział w cierpieniach Pana Jezusa, chociaż odrobinę do Niego się zbliżyć. Co więcej - umartwienie ma nauczyć mnie odmawiania sobie tego, na co mam ochotę. Ćwicząc się w tym na rzeczach godziwych - łatwiej potem będzie mi czynić to samo w konfrontacji z pokusą. Gdy sumienie będzie mówiło jedno, a pokusa drugie, ten kto wyćwiczył się w ascezie łatwiej wybierze głos sumienia, ponad nęcącą przyjemność pokusy.

Sakramenty

Pozostawione na koniec, ale nie jako najmniej istotne - wręcz przeciwnie, jako najważniejszy środek do walki z grzechem - są Sakramenty. Dwa z nich to Sakramenty codzienne - Najświętszy Sakrament i Pokuta. Te dwa Sakramenty Pan nam pozostawił jako codzienną pomoc do wzrostu w świętości. Nie odkładajmy ich na potem, nie unikajmy ich. Do spowiedzi przystępujmy często, nawet częściej niż raz na miesiąc jest dobrze.

Szczególnie jest to ważne, jeśli analizując swoje wady dostrzegam, że niektóre moje grzechy (tym bardziej jeśli są to grzechy ciężkie) pojawiają się z dużą regularnością. Niech spowiedź ma wtedy miejsce nie dopiero po upadku, ale przed nim. W ten sposób Sakrament ten umocni mnie do walki z pokusą.

Najświętszy Sakrament staje się najważniejszym środkiem. Cóż bardziej uświęcającego, niż sam Pan przychodzący do nas? Cóż bardziej prowadzącego do dobra, niż sam Pan jednoczący nas z Nim? Przystępujmy do Komunii Świętej często, w miarę możliwości codziennie. Nawet jeśli danego dnia nie mogę być na Mszy Świętej z uwagi na różne obowiązki, to (zachowując troskę o wolność od grzechu ciężkiego i o post eucharystyczny) mogę prosić o udzielenie mi Komunii Świętej także poza Mszą Świętą. Trudno sobie wyobrazić szybki i pewny wzrost duchowy człowieka, który, choć może, nie przystępuje często do Komunii Świętej.

Takie życie staje się drogą. Drogą oczyszczenia z wad i w pełni świadomych grzechów. Czy możliwe jest ukończenie tej drogi i dojście dalej? Wbrew fałszywej pokorze, którą nieraz dajemy sobie wciskać, a która naprawdę jest szatańską małodusznością i niedowierzaniem łasce Bożej - tak! Z Bożą pomocą można przejść ten etap i wejść jeszcze wyżej - tam gdzie troską nie jest wyzbycie się wad, ale nabycie cnót - wyćwiczenie się w czynieniu dobra.