Istnieje cokolwiek
Zacznijmy od spostrzeżenia, że istnieje cokolwiek. Czy to takie oczywiste? Dociekliwy Czytelnik może przecież zwrócić uwagę, że niekoniecznie tak być musi. Miły Czytelniku - jeśli nawet podważasz istnienie czegokolwiek i powątpiewasz, czy cokolwiek istnieje, to działasz w jakiś sposób - powątpiewasz. Oczywistym jest, że co nie istnieje, nie może działać. Czy więc chcesz, czy nie - samym faktem, że wątpisz w istnienie czegokolwiek, dowodzisz istnienia samego siebie, a więc z pewnością coś istnieje.
Jeśli coś istnieje, to albo ma przyczynę swojego istnienia, albo jej nie ma
W oczywisty sposób nie może być trzeciej drogi. W tym momencie warto się zastanowić, czy w ogóle istnieją takie byty, które nie mają przyczyny swojego istnienia? Może takie byty nie mogą istnieć, może wszystko musi mieć przyczynę? A może nawet gdyby mogły istnieć, to takich po prostu nie ma?
Załóżmy zatem, że takich bytów nie ma. Załóżmy, że każdy, dosłownie każdy byt, ma jakąś przyczynę. Wszystkich bytów jest nieskończenie wiele, albo skończenie wiele. Rozpatrzymy oba przypadki. Przyjmijmy najpierw, że wszystkich bytów jest skończenie wiele. Przeprowadźmy taką oto procedurę:
- wybieramy jakiś byt
- znajdujemy jego przyczynę
- “usuwamy” ten byt, pozostawiając jego przyczynę
Robiąc tak ze wszystkimi bytami dojdziemy do sytuacji, w której zachodzi jedno z poniższych:
- pozostał ostatni byt - w tym przypadku on nie może mieć przyczyny poza sobą, bo to by znaczyło, że jest jeszcze jakiś byt, a przecież ten jest ostatnim. Nie może też być sam swoją własną przyczyną, bo przyczyna musi zaistnieć (przynajmniej logicznie) przed skutkiem: ogień natychmiast wytwarza ciepło, ale w porządku logicznym, to on jest pierwszy. Gdyby więc coś było przyczyną samego siebie, to oznaczałoby to, że taki byt istniał zanim istniał - oczywisty absurd. W takim razie ten ostatni byt nie może mieć przyczyny… Założyliśmy jednak, że nie istnieją byty bez przyczyny - dochodzimy do sprzeczności.
- pozostało kilka bytów, z których żaden nie jest przyczyną dla żadnego z pozostałych - sytuacja analogiczna do powyższej
- pozostało kilka bytów, które nawzajem dla siebie są przyczynami (tworzą swoiste “kółko”) - wydaje się, że taki scenariusz jest możliwy. Problem w tym, że w takim wypadku z jednej strony całe to “kółko” nie miałoby żadnej przyczyny swojego istnienia, a po wtóre, to by oznaczało, że jednak każdy z tych bytów jest przyczyną (choć nie bezpośrednią) samego siebie, czyli że istniał, zanim zaistniał. Nie jest to znany problem “co było pierwsze: jajko, czy kura?” z tego prostego faktu, że żadna kura nie wykluwa się z jajka, które sama złożyła. Znowu dochodzimy do sprzeczności.
Może więc istnieje nieskończenie wiele bytów? Takie byty układały by się w jakąś strukturę jak oś, czy drzewko, czy jeszcze inny, bardziej skomplikowany, system. Niezależnie jednak od tego, jak by się nie układały, wszystkie one miałyby jedną cechę wspólną, która stanowiłaby bazę dla każdego z nich - a mianowicie samo istnienie.
Słusznie więc należy zadać sobie pytanie o to istnienie - skąd ta cecha by się miała wziąć? Inaczej mówiąc - jak to istnienie, które jest wspólne wszystkim tym bytom, w ogóle zaistniało? Wydaje się, że to pytanie jest absurdalne, bo istnienie nie mogło zaistnieć znikąd - cokolwiek by je bowiem wywołało, nie mogłoby wcześniej istnieć. W przeciwnym razie okazało by się, że istnienie jest przyczyną samego siebie, a to (jak już pokazaliśmy) sprzeczność.
Jednocześnie nie jest dostateczną odpowiedzią stwierdzenie, że każdy kolejny byt swoje istnienie czerpie z poprzedniego. Dla każdego bowiem z tych bytów ów fakt istnienia jest czymś odmiennym od jego definicji. Wystarczy proste spostrzeżenie, że umiemy podać definicje wielu obiektów zarówno istniejących, jak i nieistniejących, a w definicji żadnego z nich nie mieści się to, że istnieje. Tym samym istnienie jest czymś oddzielnym od samej definicji bytu, a więc ostatecznie czymś niejako “dodanym” do definicji danego bytu. Skoro więc tak, to samo istnienie musi istnieć niezależnie od takiego bytu, żeby mogło być do niego dołączone. Nie da się przecież do obiektu nieistniejącego dołożyć drugiego nieistniejącego, tym mniej możliwe, żeby takie złożenie sprawiło, że te dwa nieistnienia zaczną istnieć. Tak więc pytamy: skąd samo istnienie?
Nie da się na to pytanie odpowiedzieć inaczej niż tak, że po prostu ono musi być. Gdyby bowiem istnienie nie istniało, nic by nie istniało. Jest ono więc bytem nie mającym przyczyny. Znowu sprzeczność, bo z założenia takich bytów miało nie być.
Niezależnie od obranej ścieżki dochodzimy do absurdu. Założenie, że nie istnieje żaden byt, który nie ma przyczyny, prowadzi nieuchronnie do absurdu. Tak więc taki byt istnieje. Nazwijmy taki byt bytem koniecznym lub absolutnym.
Byt absolutny istnieje zawsze: nie może zacząć istnieć, ani przestać istnieć.
Byt absolutny nie ma przyczyny swojego istnienia - po prostu jest. Nie może zacząć istnieć - gdyby bowiem zaczął istnieć w jakimś momencie, to musiałby zacząć istnieć z jakiegoś powodu w tym właśnie, a nie innym momencie. Jednak byt ten nie ma żadnej przyczyny swojego istnienia. Tym samym, jeśli w jakimś momencie by nie istniał, to nie istniałby wcale.
Podobnie nie może przestać istnieć. Skoro bowiem nie ma przyczyny własnego istnienia, to w żaden sposób nie da się przerwać jego istnienia - wymagałoby to bowiem odebrania mu istnienia, nie można jednak odebrać istnienia czemuś, co istnienia nie bierze skądś, ale ma je po prostu w sobie. Oznaczałoby to, że taki byt musiałby zmienić to, czym sam jest. Musiałby przestać być tym właśnie bytem, który istnienie ma w sobie. Ale wtedy to już nie byłby ten byt, o którym mowa. Istnienie jest naturą tego bytu. Nie da się go oddzielić od istnienia, tak jak nie da się sprawić by słoń przestał być słoniem, a jednocześnie dalej nim był.
Byt absolutny jest tylko jeden
Z powyższych rozważań już widać, że byt absolutny jest samym istnieniem. Istnienie jest jego naturą. Ten byt jest istnieniem. Skoro więc tak, to gdyby były dwa takie byty, to niczym między sobą by się nie różniły. Jeden i drugi byłby istnieniem. Skoro jednak dwa byty byłyby tym samym bytem, no to nie byłyby dwoma, ale jednym bytem. Tak więc byt absolutny jest dokładnie jeden.
Byt absolutny zawiera w sobie wszelką doskonałość
Cokolwiek istnieje, musi swoje istnienie czerpać od bytu absolutnego, gdyż tylko od niego istnienie może być czerpane, jako że on jeden ma je w sobie - jest nim. Skoro więc tak, to z niego też pochodzi wszelkie dobro i wszelka doskonałość. Gdyby bowiem pochodziły skądinąd, to by znaczyło, że jest jakieś inne źródło istnienia, niż byt absolutny, a więc drugi byt absolutny, co jak pokazaliśmy wyżej - nie jest możliwe. Sam ten byt absolutny również nie może czerpać dobra i doskonałości skądinąd - z tego samego powodu. Wniosek z tego płynie jeden: byt absolutny w sobie posiada wszelkie dobro i wszelką doskonałość.
Byt absolutny jest wszechmogący, wszechwiedzący i niezmienny
Możliwość działania jest dobrem. Jako że byt absolutny ma pełnię dobra i doskonałości w sobie, posiada tę możliwość w najwyższym stopniu tak, że może wszystko - jest więc wszechmogący.
Podobnie wiedza jest dobrem. Byt absolutny jest więc wszechwiedzący.
Każda zmiana zakłada przejście czegoś od istnienia do nieistnienia i od nieistnienia do istnienia. Byt absolutny jednak jest istnieniem, nie ma w nim miejsca na nieistnienie, a więc i na zmianę.
Taki byt: konieczny, jeden, doskonały - nazywamy Bogiem.