W czasie bezpośredniego przygotowania na Uroczystość Narodzenia Pańskiego Kościół podaje siedem tak zwanych Wielkich Antyfon Adwentowych, które w wielkim skrócie podają najważniejsze prawdy o Tym, który przychodzi i po co przychodzi.
Niech ten czas będzie rozważaniem tych słów, którymi cały Kościół Rzymski przygotowuje się na przyjście Pana.
O Mądrości!
O Mądrości, która wyszłaś z ust Najwyższego, Ty obejmujesz wszechświat od krańca do krańca i wszystkim rządzisz z mocą i słodyczą; przyjdź i naucz nas dróg roztropności.
Bóg - w którym jest pełnia wszelkiego dobra i który sam jest Dobrem Najwyższym i Absolutnym staje się człowiekiem. Ten, który jest pełen mądrości i Mądrością, który wszystkim rządzi, wszystko wie, nad wszystkim czuwa i wszystko rozumie przychodzi do nas.
Tak, to małe Dziecię, które urodziło się w biedzie, które leżało w żłobie, jest Tym, który “obejmuje wszechświat od krańca do krańca”. Patrząc na Dzieciątko musimy uznać, że to właśnie w Nim jest wszelka mądrość, że wszelka nasza ludzka mądrość nic nie znaczy wobec Mądrości. Kogo, jak nie właśnie Mądrość, mamy prosić o pouczenie? Od kogo, jak nie od Mądrości, mamy się uczyć roztropności?
A czym jest ta roztropność? Czym jest ta mądrość, której od Mądrości się uczymy? Jest rozumieniem, że nie to, co na ziemi, nie to, co tutaj i nie to, co na chwilę, ale to co wieczne, co w Niebie - to jest ważne. Roztropność to nic innego jak umiejętność dobrego osądzania. Osądzania co ważne, a co nie, co dobre, a co złe, co pożyteczne, a co szkodliwe. Wszystko to, co prowadzi mnie do Boga - to jest ważne, dobre i pożyteczne. To zaś, co od Niego oddala jest nic nie warte, złe i szkodliwe. Jak to rozróżnić? To właśnie Pan, przychodzący jako małe Dziecko - Mądrość Przedwieczna, tego nas uczy. Uczy nas w żłóbku i uczy nas na krzyżu.
Niech święta Bożego Narodzenia nie będą tylko czasem leniuchowania, ale prawdziwego uczenia się mądrości od Mądrości.
O Adonai!
O Adonai, Wodzu Izraela, Tyś w krzaku gorejącym objawił się Mojżeszowi i na Synaju dałeś mu Prawo; przyjdź nas wyzwolić swym potężnym ramieniem.
Adonai - hebrajskie słowo oznaczające “mój Pan” wypowiadano zamiast Imienia Bożego. W tej antyfonie Pan przywoływany jest więc po Imieniu. Po Imieniu przywoływany jest Ten, który “objawił się Mojżeszowi”, który wyzwolił Izraelitów z Egiptu, który nadał im Prawo.
Tego Pana wzywamy, by przyszedł i wypełnił to, co te wydarzenia z dziejów Izraela zapowiadały. Tam objawienie Imienia Mojżeszowi, teraz zamieszkanie wśród nas jako BógCzłowiek. Tam nadanie Prawa, tutaj obdarowanie łaską uświęcającą, uczynienie przybranymi dziećmi Bożymi. Tam wyzwolenie z niewoli innego narodu, tu wyzwolenie z o wiele straszniejszej niewoli grzechu i śmierci.
Tak wielkiego dzieła może dokonać tylko Bóg, stąd przyzywamy Go i to po Imieniu, a z pewnością nie jest to wzywanie Jego Imienia w błahej sprawie. Wzywamy Go i prosimy, by nas wyzwolił. Niech święta Bożego Narodzenia nie będą świętami zniewolenia błahostkami tego świata, ale świętami wyzwolenia, dzięki Bożej łasce, z przywiązania do grzechu i zwrócenia się do wolności i świętości, której Bóg od nas oczekuje i której nam udziela.
O Korzeniu Jessego!
O Korzeniu Jessego, który się wznosisz jako znak dla narodów, przed Tobą zamilkną królowie, a ludy modlić się będą do Ciebie; przyjdź nas wyzwolić, już dłużej nie zwlekaj.
Jesse był ojcem króla Dawida, który był przodkiem Pana Jezusa według ciała i któremu Pan obiecał, że jego królestwo “będzie trwać na wieki”. Ta zapowiedź spełnia się w Panu Jezusie.
Pan Jezus, który w poprzedniej Antyfonie jest przede wszystkim wzywany jako Wódz Izraela, tutaj jest “znakiem dla narodów”. Nie tylko Naród Wybrany, ale cała ludzkość w Nim jednym może pokładać nadzieję. Wobec Jego Męki, Śmierci i Zmartwychwstania zamilkną wszyscy - nawet królowie. Nikt nie może równać się z majestatem samego Boga.
Oto prawdziwy Bóg, do którego ludzie modlą się, urodził się w biedzie i odrzuceniu. Bóg - Władca wszechświata, przez wszystkich oczekiwany przychodzi tak skromnie i ubogo.
Niech te święta będą wypełnione duchem ubóstwa. Niech morze prezentów nie przyćmi nam prawdy, że żadna z tych rzeczy stworzonych nie może nam dać prawdziwego szczęścia, które może dać jedynie sam Bóg. Niech te święta pomogą nam w odrywaniu się od rzeczy przemijających, a przywiązywaniu się do Boga.
O Kluczu Dawida!
O Kluczu Dawida i Berło domu Izraela, Ty, który otwierasz, a nikt zamknąć nie zdoła, zamykasz, a nikt nie otworzy; przyjdź i wyprowadź z więzienia człowieka, pogrążonego w mroku i cieniu śmierci.
Z chwilą grzechu Adama i Ewy człowiek stał się niewolnikiem grzechu, a droga do Raju została dla niego zamknięta. Teraz przychodzi Zbawiciel, który otworzy na oścież i na zawsze już nie bramy Raju, ale samego Nieba!
Do tej pory pozostawaliśmy w niewoli, “w mroku i cieniu śmierci”. Dziecko, które narodziło się w Betlejem to wszystko zmieni. Nie jest władcą politycznym, nie przynosi dobrobytu ziemskiego. Nie przynosi “świętego spokoju”, ale prawdziwą wolność. Wolność, czyli nie prosty “brak zobowiązań”, ale łaskę potrzebną do konsekwentnego unikania zła i wybierania dobra. Łaskę, bez której nie bylibyśmy w stanie długo unikać upadku w zło. Przynosi łaskę wolności, by trwać w dobrym.
Niech te święta zaowocują przede wszystkim nie miłymi chwilami, ale prawdziwą przemianą życia - przejściem od zniewolenia grzechami do wolności w dobrym życiu pełnym cnót.
O Wschodzie!
O Wschodzie, blasku Światła wiecznego i Słońce sprawiedliwości, przyjdź i oświeć siedzących w mroku i cieniu śmierci.
Niezależnie jak bardzo człowiek myśli, że jest światły, ile ma wiedzy i jak przenikliwy ma umysł - nie przyda mu się to na wiele, jeśli ciemności grzechu będą panowały w jego duszy. Cóż pomoże człowiekowi nawet wielka wiedza, jeśli zabraknie światła pochodzącego od Stwórcy? Czy faktycznie może dobrze widzieć ten, kto siedzi “w mroku i cieniu śmierci”?
Dopóki nie odwrócimy się od naszych grzechów, nie jesteśmy w stanie dobrze widzieć tego, na co patrzymy. Łatwo wtedy wytykać innym zło, źle o innych myśleć, źle interpretować to, co widzę, błędnie oceniać wartość poszczególnych wydarzeń i dóbr. Dopiero obdarzony łaską Bożą jestem w stanie spojrzeć na rzeczywistość i widzieć ją zgodnie z prawdą.
Nie jesteśmy w stanie sami tego zrobić. Nie jesteśmy w stanie sami przynieść sobie światła. To Bóg je daje. To Bóg przynosi łaskę, to Bóg przynosi zrozumienie i dobre widzenie tego, na co patrzę. To Bóg rozjaśnia mroki grzechów, ale i mroki różnego rodzaju cierpień i smutków. Tylko z Nim mogę przejść przez to wszystko nie dając się zwieść i przygnębić złu, które próbuje mnie dopaść.
Niech te święta będą czasem przypatrywania się Panu Jezusowi, który jest prawdziwym Światłem. Niech to nie będzie czas zapatrzenia tylko w telewizor, ale czas zapatrzenia w Jezusa - przede wszystkim w Najświętszym Sakramencie, ale i w Piśmie Świętym, w modlitwie, w drugim człowieku.
O Królu narodów!
O Królu narodów, przez nie upragniony; Kamieniu węgielny Kościoła, przyjdź i zbaw człowieka, którego utworzyłeś z prochu ziemi.
Oto Król, na którego czekała cała ludzkość. Stwórca przychodzi do stworzeń. Nie przychodzi w blasku chwały. Przychodzi pokornie, w ukryciu - wiedzą o Nim tylko nieliczni.
Tymczasem my, niczym Herod, tak zazdrośnie strzeżemy naszych śmiesznych namiastek chwały, sławy czy majestatu. Walczymy o pierwsze miejsca, dowodzimy sobie i innym, kto jest lepszy, ważniejszy, bardziej znany, sławny, bogatszy, z kim bardziej się liczą. Tak naprawdę jednak te wszystkie sprawy są żałosne i nic nie warte. Jedyne, co tak naprawdę ma znaczenie, to to czy wiernie służę mojemu Królowi, czy opieram się na Nim, czy upodabniam się tak, jak mogę, do mojego Stwórcy. Jeśli nie, to na cóż mi wszelkie zaszczyty? Jeśli tak, to cóż mi szkodzi wszelka pogarda? Im bardziej jestem wzgardzony, tym bardziej jestem podobny do mojego Króla.
Niech te święta będą czasem nie pokazywania przed sobą i przed innymi, jaki to jestem ważny, inteligentny czy sprawny w różnych dziedzinach. Niech to będą święta, w których znajdę upodobanie w tym co pokorne, ukryte, skromne i ciche - jak Ten, który przyszedł w Betlejem.
O Emmanuelu!
O Emmanuelu, nasz Królu i Prawodawco, oczekiwany Zbawicielu narodów, przyjdź, aby nas zbawić, nasz Panie i Boże.
Emmanuel - “Bóg z nami”. Tak, naprawdę Pan jest “Bogiem z nami”. Stał się człowiekiem, zamieszkał między nami, a na dodatek pozostał z nami w Najświętszym Sakramencie. Nie jesteśmy i nigdy nie będziemy sami. Choćbym stoczył się na samo dno grzechu, to dopóki żyję, dopóki jestem w drodze, mogę do Tego Miłosiernego Pana się zwrócić.
Nie muszę sam sobie ze wszystkim dawać rady, nie jestem zdany tylko na siebie. Jest ze mną Wszechmogący. Jest przede wszystkim po to, by mnie uświęcać i prowadzić do Nieba. We wszystkim tym jednak, co temu celowi służy, w wypełnianiu moich obowiązków, znoszeniu cierpień, odwracaniu się od zła i czynieniu dobra mogę liczyć na Jego pomoc. Przecież Ten “Bóg z nami”, Król i Prawodawca nie jest Królem, który nie interesuje się mną, ale chce dla mnie dobra. Bóg chce mojego dobra, prawdziwego dobra, a nie pozornego. Bóg pragnie mojego zbawienia!
Niech te święta będą czasem, kiedy wszyscy szczerze zapragniemy tego, co najważniejsze - nie miłej atmosfery, ale prawdziwej świętości, zbawienia, bliskości z Bogiem. Cała reszta to jedynie droga.