Modlitwa Pańska pokazuje pewną odwróconą gradację - jej prośby, które przekazał nam nasz Pan, pokazują kolejne etapy drogi - wzrostu w zażyłości z Panem. Jakkolwiek niezależnie od tego, jak wielka jest nasza zażyłość, bliskość z Panem, to całość modlitwy pozostaje prawdziwa, ważna, słuszna i potrzebna (jak przypomina Sobór Trydencki w Dekrecie o Usprawiedliwieniu odnośnie do prośby doskonałych “i odpuść nam nasze winy”), to pewne prośby Modlitwy Pańskiej zdają się bardziej odpowiadać różnym stopniom rozwoju duchowego.
Tak też idąc od tyłu, od końca modlitwy Pańskiej, można zauważyć, że pierwsze prośby odpowiadają raczej początkom przyjścia do Pana, następne rozwojowi miłości do Pana, ostatnie wreszcie przylgnięciu do Pana już tu na ziemi, upodobnieniu do dusz pod koniec czyśćca i gorącemu pragnieniu wychwalania Pana.
Zbaw nas ode złego
Jak trwoga, to do Boga!
Niejednokrotnie człowieka do Boga przyciąga nieszczęście. Czasem jest to nieszczęście doczesne (od złej oceny w szkole do tragedii w postaci utraty majątku, zdrowia, kogoś bliskiego), innym razem nieszczęście duchowe - grzech, który nagle z wielką oczywistością objawił się człowiekowi, który przeraził się: “Jak mogłem zrobić coś takiego?!”
Niezależnie od tego, jakie konkretnie nieszczęście prowadzi nas do Boga, to często właśnie ono, właśnie to wołanie: “Zbaw mnie ode złego” jest pierwszym, co człowiek mówi Bogu. Często są to prośby jeszcze bardzo niedoskonałe, pełne nieuporządkowanych przywiązań do dóbr stworzonych - ale mimo to, kierują one do Dobra Absolutnego - kierują w dobrą stronę. Choć człowiek “nie modli się wtedy jak należy, sam Duch przyczynia się za nim w błaganiach, których nie można wyrazić słowami”. Ta prośba nieraz sprawia, że dzieje się to o co prosimy. Nie dlatego, że to samo w sobie jest potrzebne dla naszego zbawienia, ale dlatego, że w tej konkretnej sytuacji wysłuchana modlitwa przyciąga nas bliżej do Boga.
Bywa jednak i tak, że ta prośba nie zostaje spełniona - wtedy ma to być już pierwszą lekcją odrywania się od dóbr doczesnych, a zwracania ku Bogu. Choć nie otrzymujemy tego, o co prosiliśmy (bo się źle modliliśmy), to otrzymujemy to, co dobre (jak “Duch wstawiał się za nami”).
Nie wódź nas na pokuszenie
Człowiek doświadczający pomocy Boga w różnych sprawach, coraz jaśniej dochodzi do przekonania, że może liczyć na Bożą pomoc we wszystkim, co dobre. Zwłaszcza zaś w walce z grzechem. Ten, kto do Boga się zbliża, stara się wieść dobre życie, bardzo szybko orientuje się, że bez pomocy Zbawiciela nie jest w stanie trwać w wierności Bogu - potrzebuje pomocy łaski.
Jak więc we wcześniejszej prośbie jej przedmiotem mogło być niemal cokolwiek, tak w tej prośbie następuje już konkretny krok naprzód. Człowiek prosi już nie o dobra doczesne, ale zwraca swoją myśl ku Bogu i ku dobrom wiecznym. Zaczyna dostrzegać, że prawdziwym złem jest grzech. Prosi więc o to, by w pokusach wytrwał przy Bogu, by nie dał się zwieść szatanowi, ale pozostał wierny Bogu.
Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom
Im mniej człowiek grzeszy, a więc im bardziej zbliża się do Boga, tym wyraźniej dostrzega własne grzechy, niedoskonałości, upadki, których wcześniej nie dostrzegał z uwagi na namnożenie poważniejszych win, które skupiały całą, czy niemal całą uwagę. Gdy Pan oczyści nas z tego, co najbardziej Mu się nie podobało, z najpoważniejszych win, zaczynamy dostrzegać całą masę drobiazgów.
Te drobiazgi są prawdziwymi grzechami, prawdziwymi przywiązaniami do stworzeń, a nie do Stwórcy, prawdziwym przeszkodami w wejściu do Nieba (niekoniecznie wykluczającymi z niego bezpowrotnie, ale raczej domagającymi się oczyszczenia po śmierci w czyśćcu). Dusza dostrzegając je wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej zaczyna prosić dobrego Boga, żeby wybaczył jej tak liczne grzechy.
Wraz z doświadczeniem własnej grzeszności przychodzi łagodność, wyrozumiałość, miłosierdzie i skłonność do wybaczania innym. Jest to oczywiście dzieło łaski Bożej w duszy człowieka, która ukazuje mu, jak bardzo człowiek sam z siebie jest mały i grzeszny. Taki człowiek, widząc własne słabości, łatwo wybacza innym, podobnym mu, których również trapią słabości i grzechy.
Chleba naszego, powszedniego, daj nam dzisiaj
Świadomość własnej małości, grzeszności, wręcz nicości doprowadza człowieka do pragnienia Boga. Tylko On sam może dać duszy to, czego sama z siebie mieć nie może. Tylko On może człowieka uczynić prawdziwie świętym. Tylko On może dać “życie i to życie w obfitości”.
Tak więc doświadczenie własnej grzeszności przemienia się w głód samego Boga, głód Eucharystii. W tym momencie człowiek zaczyna coraz mniej skupiać się na sobie. W centrum nie jest już ani własna doskonałość (jak niejednokrotnie może się zdarzyć przed faktycznym nawróceniem), ani własne troski i kłopoty, ani nawet własna grzeszność. W centrum staje Pan. Pan z łaską uświęcającą, która czyni miłym Jemu Samemu. Wreszcie człowieka zaczyna odnajdować to prawdziwe pragnienie - pragnienie samego Boga.
Bądź wola Twoja, jako w Niebie tak i na ziemi
Przejście ze skupienia na sobie na skupienie na Bogu owocuje szybko dostrzeżeniem, że prawdziwa radość i szczęście płynie z pełnienia woli Bożej. Dopiero wtedy jesteśmy prawdziwie spełnieni, kiedy spełniamy wolę Bożą. Taka dusza spełnia wolę Bożą nie jako nieodwołalny rozkaz, ale jako nieopisaną radość z podobania się Bogu. Nie jest ważne, czy Bóg domaga się wielkich czynów, czy niewielkich - to nie ma żadnego znaczenia. Liczy się to, że to Bóg tego oczekuje, a więc nie tylko obowiązkiem (jak niewolnika), ale radością (jak dziecka Bożego) jest spełnienie tego, czego Bóg oczekuje.
Przyjdź królestwo Twoje
Wolą Bożą jest wasze uświęcenie.
1 Tes 4, 3
Dusza coraz bardziej rozumie, że jej szczęście i wola Boża są ze sobą całkowicie spójne. Bóg pragnie uświęcenia człowieka, pragnie jego zbawienia - a więc i szczęścia. W tym momencie dobra doczesne w sposób coraz bardziej oczywisty nie są w stanie dać człowiekowi tego, czego pragnie. Nie ma szczęścia na ziemi innego niż bycie z Bogiem i pełnienie Jego woli.
To jednak ziemskie szczęście pełnienia woli Bożej jest tylko cieniem i zapowiedzią radości bycia z Bogiem w Niebie. Tym samym człowiek jednoczy coraz ściślej swoją wolę z wolą Bożą pragnąc tego, czego pragnie sam Bóg - własnego zbawienia i uświęcenia.
Święć się Imię Twoje
Pierwsza prośba Modlitwy Pańskiej - jedyna, która zachowa sens nawet po śmierci, nawet po Paruzji. Gdy wreszcie zakończy się czas pielgrzymki i dusza odpocznie w Bogu, wszystko czym będzie się zajmować, to chwalenie Boga. Gdy dusza to pojmie, to już w życiu ziemskim rozpoczyna to, co osiągnie pełnię w Niebie. Już tu, na ziemi, zaczyna chwalić Boga. Chwali Go myślami, chwali Go słowami, chwali Go czynami, chwali Go pragnieniami, chwali Go, jak tylko zdoła.
Ta chwała Boża nieustannie płynąca z duszy nie sprzeciwia się pełnieniu przykazań i trosce nawet o najdrobniejsze sprawy drugiego człowieka. Wręcz przeciwnie! Taka troska o drobnostki jest pomnożeniem Bożej chwały i dla człowieka staje się to jasne i oczywiste. Nie ma żadnego znaczenia, czy ktoś wie o dobru duszy, czy nie. Lepiej nawet, by nie wiedziano! “Nie nam, Panie, nie nam, lecz Twemu Imieniu daj chwałę!”
Każdy czyn, każda myśl staje się dla takiej duszy okazją do oddania chwały Panu przez pełnienie z miłością i z miłości Jego przykazań, przez wybieranie nie tylko dobra, ale możliwie największego dobra. Taka dusza już na ziemi zaczyna smakować Nieba.
Ojcze nasz, któryś jest w Niebie
Sam początek Modlitwy Pańskiej zwraca uwagę na to, o czym mówi św. Tomasz z Akwinu w Sumie Teologicznej, że szczęściem człowieka nie może być nic innego jak tylko sam Bóg. To On jest “Alfą i Omegą, Pierwszym i Ostatnim, Początkiem i Końcem”. On jest naszym początkiem i On jest naszym celem ostatecznym. To od Niego wszystko i dla Niego wszystko.