Ja, N., biorę ciebie, N., za żonę/męża i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż, Panie Boże wszechmogący, w Trójcy Jedyny, i wszyscy Święci.

Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i Kościoła

Już małżeństwo naturalne (niechrześcijańskie) jest nierozerwalne, świadczy o tym już Księga Rodzaju, gdy mówi o stworzeniu człowieka:

Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem.
Rdz 2,24

I Pan Jezus również przypomina ten fakt, gdy, pytany o rozwody, odpowiada: “Od początku tak nie było”.

Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, i zadali Mu pytanie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On odpowiedział: «Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela». Odparli Mu: «Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list rozwodowy i odprawić ją?» Odpowiedział im: «Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam Mojżesz oddalać wasze żony; lecz od początku tak nie było. A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę - chyba w wypadku nierządu - a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo».
Mt 19, 3 - 9

Skoro tak, to tym bardziej małżeństwo chrześcijańskie musi się cechować nierozerwalnością. Wszystko bowiem co dobre, nie jest sprzeczne z chrześcijaństwem i nie jest przez nie odrzucane, a wręcz przeciwnie - podnoszone i udoskonalane.

Mówi o tym Bóg przez usta św. Pawła w Liście do Efezjan:

Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej! Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus - Głową Kościoła: On - Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom - we wszystkim. Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany. Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje. Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz [każdy] je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus - Kościół, bo jesteśmy członkami Jego Ciała. Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła. W końcu więc niechaj także każdy z was tak miłuje swą żonę jak siebie samego! A żona niechaj się odnosi ze czcią do swojego męża!
Ef 5, 21 - 33

Wielka tajemnica! Małżeństwo chrześcijan staje się obrazem związku Chrystusa i Kościoła. Z tego więc płynie najwyższy i najdoskonalszy motyw dla wszystkich tych cech małżeństwa, które już w małżeństwie naturalnym są obecne, a w małżeństwie chrześcijańskim znajdują pełnię znaku rzeczywistości Chrystusa i Kościoła!

Małżonkowie chrześcijańscy, będąc znakiem tak doskonałej miłości, mają więc za zadanie doskonałą miłość między sobą realizować. Stąd obowiązek wierności, nierozerwalności, jedyności małżeństwa. Małżonkowie mają tak żyć, bo Pan Jezus i Kościół są wierni, kochają miłością nierozerwalną i jedyną. Pan jest wierny Kościołowi, a Kościół Panu. Pan nie zrywa przymierza z Kościołem, a Kościół nie zrywa przymierza z Panem. Pan nie ma innej Oblubienicy prócz Kościoła, a Kościół nie ma innego Oblubieńca jak Pana.

Może się wydawać, że te rozważania teologiczne niewiele znaczą dla praktyki życia, ale nie jest to prawdą. Dopiero kiedy wiemy kim jesteśmy, możemy rozważać obowiązki jakie z tego płyną. To z tożsamości wypływają zadania i motywacja do ich realizacji. Dlaczego matka troszczy się o swoje dziecko? Właśnie dlatego, że jest matką! Nie ma i nie może być innego powodu dla matczynej miłości niż tożsamość matki. Nie można oczekiwać matczynej miłości od kogoś, kto matką nie jest. Najpierw jest tożsamość, a potem zadania i ich realizacja.

Przysięga małżeńska

Biorę ciebie za żonę/męża

Sam początek przysięgi małżeńskiej już wyraża istotny aspekt (przyjęcie praw małżeńskich), ale też sugeruje fakt znajomości współmałżonka. “Biorę ciebie” - czyli takiego, jaki jesteś. Z tego wynika obowiązek jeszcze z czasu przedmałżeńskiego (a nawet przed zaręczynami) - poznania się nawzajem - wszystkich istotnych faktów na swój temat. Potwierdza to też prawo kościelne, które orzeka nieważność małżeństwa “wyłudzonego” (czyli zawartego dzięki ukrywaniu na swój temat faktów, które mogłyby naruszyć życie małżeńskie).

Tym samym moment składania przysięgi małżeńskiej staje się wyraźną granicą czasową w życiu obojga. Słusznie można powiedzieć, że czas dla nich dzieli się na czas do ślubu i od ślubu. To, co do ślubu jest (a przynajmniej powinno być) znane nawzajem. To, co do ślubu może też mieć wpływ na ważność samego małżeństwa. Do ślubu bowiem małżonkowie stają tacy, jacy są. Jeśli, na przykład, nie mają zamiaru w ogóle zawierać związku małżeńskiego, a robią to dla żartu - niczego nie zawierają.

To jednak, co od ślubu jest nieznane i jest też w pewnym sensie treścią przysięgi małżeńskiej (w słowach: oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci). Cokolwiek się od teraz stanie, nie będzie mogło naruszyć ważności tego świętego węzła. Jeśli nawet podczas procesów o stwierdzenie nieważności małżeństwa (a nie o jego unieważnienie!) bada się to, co po ślubie, to jedynie jako znaki wskazujące na to, co było przed ślubem.

Już tutaj, w tym momencie, widać dlaczego wszelkie argumenty za rozpadem małżeństwa, które opierają się na takich, lub podobnych słowach: “bo on mnie zdradził!” nie mają racji bytu. Skoro to się wydarzyło po ślubie, to jest elementem tego “wzięcia za męża/żonę” - wzięcia w ciemno, ze wszystkim, co się wydarzy.

Emocjonalne oburzenie czy rozczarowanie, zawód, które mogą się pojawiać w takim momencie u zdradzonego współmałżonka, muszą być odpowiednio powściągane właśnie przez teologiczne aspekty małżeństwa, o których była mowa wyżej.

i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską

W tym miejscu warto zatrzymać się nad znaczeniem słowa “miłość”. Gdyby miłość była tylko emocją, podobną do radości czy smutku - nie sposób byłoby jej ślubować. Jak ktoś przy zdrowych zmysłach miałby szczerze wypowiedzieć takie oto słowa: “Obiecuję, że zawsze będę miał dobry humor”? To nie leży w granicach naszej władzy.

Tym samym trzeba przyjąć, że albo treść przysięgi jest nierozumna - czego przyjąć nie można, albo że miłość nie jest tylko zwykłą emocją - co zgadza się z całą nauką Kościoła, a także zdrowym rozsądkiem ludzkim.

Święty Tomasz z Akwinu mówi:

(…) miłość jest uczuciem, i to uczuciem we właściwym znaczeniu, jeśli jest czynnością popędu zasadniczego oraz jest aktem woli w swym szerszym i ogólniejszym znaczeniu.

To akt woli jest miłością w ogólniejszym znaczeniu. To właśnie jest ślubowane w małżeństwie - stała decyzja woli. Decyzja zawierająca w sobie życzliwość (pragnienie dobra) i pewną łączność, jak mówi św. Tomasz.

Tym samym małżonkowie, na mocy przyjętego sakramentu, są szczególnie zobowiązani do tej miłości wobec siebie nawzajem. Miłości, która przybiera inny charakter niż pozostałe rodzaje miłości bliźniego. Ta miłość bliźniego staje się bowiem w szczególny sposób konsekrowana jako znak Oblubieńczej więzi Chrystusa i Kościoła.

Dopiero takie zrozumienie miłości małżeńskiej - jako decyzji woli - i to w odniesieniu do Chrystusa i Kościoła pokazuje, do czego zobowiązują się małżonkowie.

oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci

Ostatnie słowa obietnicy. Chyba najbardziej w dzisiejszym świecie lekceważone. Tymi słowami wyraża się to hojne obdarowanie wzajemną miłością: Cokolwiek by się nie stało, będę przy tobie, będę stał z tobą wobec wszelkich trudności, zewnętrznych i wewnętrznych. Nie będę twoim wrogiem. Będę zawsze wrogiem twoich grzechów, ale nigdy twoim.

Pięknie to brzmi, któż by nie chciał tak być kochany. Taką właśnie stałą, niezachwianą, przeobfitą miłość obiecują sobie małżonkowie. Jak straszna okazuje się nieraz rzeczywistość, gdy trudności (czy to duże, czy małe) sprawiają, że ktoś próbuje się z tej przysięgi wycofać. Wycofać się jednak z niej nie może.

Nie może nie w tym znaczeniu, że jest niemożliwym złamanie tej przysięgi (aż za dobrze wiemy, że jest). Nie może, bo został poświęcony na znak miłości absolutnie wiernej. Wycofując się z tego przyrzeczenia staje się karykaturą miłości Bożej (staje się w tym, chcąc nie chcąc, współpracownikiem szatana, który usiłuje na własną rękę przedrzeźniać i wypaczać dzieła Boże). Takie odrzucenie tej przysięgi staje się wiarołomstwem (złamaniem przysięgi), bluźnierstwem (ten kto miał być znakiem miłości Chrystusa i Kościoła, wykrzywia ten znak, sugerując niedoskonałość rzeczywistości, którą oznacza) i znieważeniem sakramentu.

Przysięga ta, stała stałością Boga, wiąże w sumieniu i pozostaje nieustannym wyrzutem sumienia dla tego, kto przysięgę tą łamie i w tym jej naruszaniu trwa.

Tak mi dopomóż, Panie Boże wszechmogący, w Trójcy Jedyny, i wszyscy Święci

To końcowe wezwanie Boga i Świętych nie jest tylko znakiem pobożności (choć tym także!). Jest znakiem tego najpierw, że uznajemy pierwszeństwo łaski - “Jeżeli domu Pan nie zbuduje, daremnie czuwają straże”. Jest też znakiem tego, że najpierw przychodzi tożsamość i łaska (“Tak mi dopomóż”), a dopiero potem zadania, o których wyżej była mowa.

Staje się to też ostatnim przypieczętowaniem przysięgi. Wzywamy Boga wiernego i tych, którzy wiernie Bogu służyli, by utwierdzić i umocnić trwałość tej przysięgi przed chwilą złożonej.

Oby wszyscy małżonkowie całym sercem kochali Boga, Kościół, współmałżonka i z całym zaangażowaniem byli tym, kim są - znakami miłości Chrystusa i Kościoła!