Sprawdzian wiary

Modlimy się. To jest niejako normalne. Żyjemy w kraju, gdzie większość z nas to katolicy i od dziecka jesteśmy uczeni, że trzeba się modlić. No to się modlimy. Jednocześnie nie sposób oprzeć się wrażeniu, że ta modlitwa staje się niczym więcej jak tylko pustym rytuałem, albo nawet pańszczyzną. No po prostu - trzeba wyrecytować wierszyk. Czemu trzeba? Nie bardzo wiadomo, ale wiadomo, że trzeba. Może trzeba dlatego, że Pan Bóg tak chciał. Nawet powiemy, że “modlitwa, to rozmowa z Panem Bogiem”. No i to prawda. Z tym że… Czy w ogóle wierzę w to, że Pan Bóg odpowiada? I nie chodzi o deklaracje, ale o faktyczne uwierzenie w to. Czy przypadkiem nie jest tak, że zamiast rozmowy z Bogiem jest recytacja tekstu i to z intencją, żeby jak najszybciej, żeby załatwić sprawę? Niestety, niewykluczone, że tak często jest…

Tymczasem modlitwa jest najprawdziwszym sprawdzianem mojej wiary w Boga. Ten, kto nie wierzy w Boga - nie będzie się modlił. Ten, kto nie wierzy, że Bóg jest dobry, czuły i troskliwy - będzie się modlił ze strachu i dla załatwienia sprawy. Ten natomiast, kto wierzy, że Bóg jest dobry, że zależy Mu na nas, będzie się modlił prowadząc z Bogiem faktyczną, czułą rozmowę. Niekoniecznie musi to być długo - to zależy od wielu czynników. Zawsze jednak będzie to szczera rozmowa, wylanie przed Bogiem swojej duszy z ufnym oczekiwaniem odpowiedzi. Nie chodzi wcale o odpowiedzi w postaci objawień, widzeń. Nieraz będzie to dobra myśl, pojawiająca się w głowie, innym razem jedynie przekonanie o tym, że zostałem wysłuchany i zrozumiany.

Modlitwa czy samorozmowa?

Koniecznie też trzeba zwrócić uwagę na to, że modlitwa nie jest rozmową z samym sobą. Jakkolwiek współczesnemu człowiekowi, tak często przesyconemu materializmem, może się tak wydawać. Gdyby tak jednak było, to nie dałoby się wyjaśnić dziejących się nieraz rzeczy w bardzo wyraźnej odpowiedzi na modlitwy. Nie chodzi tu koniecznie od razu o wielkie cuda. Czasami są to proste, wydawałoby się, rzeczy, które jednak dziwnym trafem dzieją się dopiero po modlitwie, a nie wydarzały się wcześniej (choć przecież mogły). Wmawianie nam, że modlitwa w istocie nie jest niczym innym niż samorozmową jest wyraźnie dziełem złego ducha. To on zawsze stara się nas od modlitwy odwieść. Dlaczego? Bo wie, że kto się nie modli, ten jest dla niego łatwym łupem. Oczywiście - i modlący się muszą być czujni i uważać na zasadzki złego, ale sam fakt modlitwy bardzo utrudnia szatanowi ściągnięcie człowieka na swoją stronę.

Świadomość Bożej obecności

Ważnym elementem modlitwy jest uświadomienie sobie, że Bóg jest przy mnie. Nie tylko jest, ale jest i kocha. To ważne, bo to staje się podstawą modlitwy nieustannej, modlitwy o której mówił sam nasz Pan Jezus Chrystus, a którą też praktykują chrześcijanie od bardzo dawna (znana jest często jako modlitwa Jezusowa lub modlitwa serca). Jeśli przez cały dzień pamiętam, że Bóg jest ze mną i mnie kocha, jeśli świadomie trwam w tej Bożej miłującej obecności, to cały dzień staje się modlitwą. Nie tylko te chwile, kiedy klękam, ale cały dzień. Tym sposobem mogę spełnić to, co Bóg nakazuje przez św. Pawła: “Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie - wszystko na chwałę Bożą czyńcie”.