Raczej nawet niezbędne są dla ciała te członki, które uchodzą za słabsze; a te, które uważamy za mało godne szacunku, tym większym obdarzamy poszanowaniem. Tak przeto szczególnie się troszczymy o przyzwoitość wstydliwych członków ciała, a te, które nie należą do wstydliwych, tego nie potrzebują. Lecz Bóg tak ukształtował nasze ciało, że zyskały więcej szacunku członki z natury mało godne czci, by nie było rozdwojenia w ciele, lecz żeby poszczególne członki troszczyły się o siebie nawzajem. Tak więc, gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki; podobnie gdy jednemu członkowi okazywane jest poszanowanie, współweselą się wszystkie członki. Wy przeto jesteście Ciałem Chrystusa i poszczególnymi członkami.
1 Kor 12, 22-27

Kościół jest Ciałem Chrystusa - Pan Jezus jest Głową, a my członkami. Przez świętego Pawła w powyższym fragmencie Bóg przypomina nam prawdę oczywistą - w ciele szczególnie troszczymy się o najsłabsze członki - szczególnym otaczamy je szacunkiem, najbardziej chronimy.

Skoro tak, to warto zapytać samego siebie, czy podobnie jak troszczę się o słabe członki ciała, tak samo troszczę się o słabe członki Ciała Chrystusa. Z im większą delikatnością traktuję to, co słabe i wrażliwe we mnie, z tym większą też delikatnością mam traktować tych, którzy są słabi i wrażliwi w Ciele Chrystusa. Jesteśmy jednym Ciałem Chrystusa, postępujmy więc na wzór naszego własnego ciała. Już nawet w naszej naturze Bóg zostawił nam lekcję, jak postępować w sprawach tak wielkich jak relacje w Kościele.

Im wyżej jestem postawiony, im więcej łaski otrzymałem, tym delikatniej mam się odnosić do tych, których spotykam, a którzy wydają się słabsi. Jestem obdarzony władzą czy szacunkiem? Tym bardziej muszę szanować i dbać o tych, którzy nie są tym obdarzeni. Tak bowiem jest w ciele. Ręką nieraz osłaniam słabsze części ciała woląc raczej, by ręka była zraniona niż delikatniejsza, a przecież mniej szlachetna część ciała.

Tak samo więc mam woleć bym ja “został zraniony”, by to na mnie spadł trud, byle ochronić przed nim tego, któremu trudniej to przyjąć. Jeśli trud złamałby mojego brata, to mam go wziąć na siebie, by nie złamać brata, ale by “członki troszczyły się o siebie nawzajem”.