Trzy, więc wszystkie
Niewiele jest cnót obecnie tak poniewieranych i znieważanych jak posłuszeństwo. Tym samym dołącza do drużyny z czystością i ubóstwem. Ciekawa sprawa, że to właśnie te, a nie inne cnoty tak bardzo stają się obecnie odrzucane i wyśmiewane. Znajdziemy orędowników męstwa, roztropności, umiaru czy sprawiedliwości. Z tych jednak czterech kardynalnych cnót wyłączą te trzy: czystość, ubóstwo i posłuszeństwo. Tym samym i cnoty kardynalne nie pozostaną nienaruszone. Nie da się mówić o prawdziwym umiarze bez ubóstwa i czystości. Nie da się mówić o męstwie, jeśli nie ma się odwagi porzucić przywiązania do osób, rzeczy czy własnego zdania. Nie sposób być prawdziwie roztropnym nie widząc marności dóbr doczesnych. Niemożliwe, żeby ktoś szczerze był sprawiedliwym, jeśli wpierw przez posłuszeństwo Bogu nie nauczy się, co jest sprawiedliwe.
Tym to sposobem dzisiejszy świat odrzucając te trzy cnoty, odrzuca wszystkie. Zaczyna od tych trzech, bo wydaje się, że najłatwiej jest przeciwko nim nastawić człowieka. Jednocześnie - rezygnując z dążenia do ubóstwa, czystości i posłuszeństwa, odrzuca się to, jak żył nasz Pan. Odrzuca się dążenie do chrześcijańskiej doskonałości. Odrzuca się dążenie do wielkiej świętości.
Ubóstwo
W świecie skupionym niemal wyłącznie na posiadaniu cnota ubóstwa wydaje się być śmieszną, a tak naprawdę jest wysoce potrzebną. Ubóstwo ma dwa oblicza:
- brak lub niewiele dóbr,
- brak przywiązania do tego, co się ma.
Oba te oblicza są potrzebne. Pierwsze jest realizowane przez szczególnie do tego przez Pana powołanych. Tą drogą idą zakonnicy, zakonnice, pustelnicy - ci, którzy z miłości do Pana wyrzekają się absolutnie wszystkiego, co posiadają. Wcale to jednak nie oznacza (choć powinno), że realizują też to o wiele ważniejsze ubóstwo, to drugie. Brak przywiązania do dóbr jest wezwaniem dla każdego i to wezwaniem tak ważnym, że kto przywiązuje się do tego, co ma, to choćby to była najlichsza z rzeczy - nie jest prawdziwie ubogi. Jednocześnie - kto prawdziwie nie ma przywiązania do dóbr doczesnych, ten może być szczerze ubogim nawet w złotym pałacu.
Potrzeba tego ubóstwa! Potrzeba ludzi ubogich! Potrzeba, bo bez nich zginiemy w świecie materializmu i posiadania. Nie będzie miało znaczenia nic poza jednym tylko pytaniem: “ile masz?” A przecież wezwani jesteśmy nie do posiadania dóbr tylko doczesnych, ale do obcowania z samym Bogiem. Jak ma ktoś zachwycać się Bogiem, jak ciągle zamiast Niego stawia sobie przed oczy kolejne świecidełka?
Od chciwości - wybaw nas, Panie!
Czystość
Oderwawszy się od dóbr tego świata, potrzeba też oderwać się od nieuporządkowanych przywiązań do osób. Znów, podobnie jak w przypadku ubóstwa, czystość może przybrać dwie formy:
- całkowita wstrzemięźliwość seksualna,
- unikanie grzechów przeciw czystości.
Tu, podobnie jak przy ubóstwie, potrzeba jednego i drugiego. Pierwsza droga, droga tych, którzy “ze względu na Królestwo Niebieskie” wyrzekają się małżeństwa, domaga się jednocześnie drogi drugiej - wymaganej od wszystkich. Nie chodzi tu jedynie o grzechy związane wprost z seksualnością. Czystość oznacza wolność serca. Wolność od przywiązań, które przesłaniałyby mi Pana. Można żyć w czystości będąc małżonkiem i mając gromadkę dzieci - potrzeba tylko, by relacja ze współmałżonkiem nie zajmowała miejsca przynależnego tylko samemu Bogu w mojej duszy. Podobnie - wyrzeczenie się małżeństwa nie zawsze od razu oznacza, że taka wolność faktycznie jest we mnie - o to trzeba się starać, a przede wszystkim prosić dobrego Boga.
O taką czystość - wolność od nieuporządkowanych przywiązań każdy ma się troszczyć, zgodnie z własnym stanem życia.
Daj nam, Panie, czyste serca!
Posłuszeństwo
I tak dochodzimy do cnoty najbardziej niezrozumiałej. Kto odrywa się od dóbr materialnych i przywiązań nieuporządkowanych do innych, musi jeszcze jedno zrobić - oderwać się od przywiązania do własnego zdania, od przekonania o własnej samowystarczalności, a uznanie, że jak łaska przychodzi we wspólnocie, tak i dar poznania Bożej woli przychodzi we wspólnocie. To jest najgłębszy sens posluszeństwa w Kościele - zaufanie Bogu mówiącemu przez Kościół. Z tego też powodu należy zaufać bardziej zdaniu Kościoła niż własnemu. To Kościołowi dane zostało Objawienie, a nie mnie. To Kościół jest Ciałem Chrystusa i im większa moja jedność z Kościołem tym większa z Panem. W przeciwnym przypadku staję się wyznawcą boga, którego sobie sam powolutku wymyślam, a nie “Boga wiecznego, żywego i prawdziwego”. Obyśmy zawsze trwali w doskonałym posłuszeństwie Kościołowi, a przez to samemu Bogu.
Daj nam, Panie, serca posłuszne Tobie i Twojemu Kościołowi!