Przymuszanie siebie do modlitwy

Czy do modlitwy należy siebie przymuszać? Czy nie lepiej poczekać, aż serce samo wyrwie się do chwalenia Pana? Czyż taka modlitwa - spontaniczna, płynąca z potrzeby serca, nie będzie piękniejsza, milsza Bogu?

Nie będzie. Przede wszystkim dlatego, że to by oznaczało, że oddajemy Panu Bogu chwałę tylko wtedy, kiedy mamy na to ochotę, a nie stale. Oznaczałoby to, że to od naszego chwilowego kaprysu zależy to, czy uwielbimy naszego Stwórcę, a ta pieśń chwały Bożej powinna nieustannie płynąć.

Spontaniczna modlitwa nieustanna

Kiedy więc można by było obrać taką strategię modlitwy - idąc za porywem serca, a nie przymuszając się?

Tak mógł postępować człowiek w stanie natury nieskażonej, kiedy nie musiał zmagać się z nieuporządkowanymi pragnieniami i słabością woli. Obecnie jednak, kiedy wola jest osłabiona, potrzeba by na nowo nauczyła się zwracać ku Bogu - Najwyższemu Dobru. Oczywiście nie jest to możliwe bez pomocy łaski Bożej, ale potrzebna jest też nasza współpraca z nią. Z czasem, kiedy całkowicie będziemy przesiąknięci Bożą łaską, przemienieni nią, spontanicznie będziemy zwracać się ku Dobru Najwyższemu, samemu Bogu.

Dopóki to się jednak nie stanie, potrzeba, odpowiadając na Bożą łaskę, naginać swoją wolę, uczyć ją lgnięcia coraz bardziej ochoczo i jednoznacznie do Boga, do Jego świętej woli, do słodkiego obcowania ze Stwórcą, który pragnie, żeby Jego stworzenie mogło się radować Jego bliskością.

Dobry Boże, ucz nas modlitwy, bycia z Tobą. Amen.