Wielka miłość Pana

Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości.
J 10,10

Chyba z każdej ambony kościelnej padają słowa o Bożej miłości do nas - i jak najbardziej słusznie! Nigdy dość mówienia o Bogu, który nas kocha, o Jego łaskawości i miłosierdziu. Bóg tak bardzo nas kocha, że troszczy się o nas, nawet gdy grzeszymy, przebacza grzechy, gdy żałujemy, dopuszcza nas do wielkich Tajemnic Jego łaski (Sakramenty).

Kocha nas jednak nie tylko przebaczając grzechy, ale czyniąc coś, o czym czasem wydajemy się zapominać (a co może skutkować strasznymi postawami) - chce nas uświęcać. Uświęcać nie tylko przez przypisanie Swojej sprawiedliwości, ale przez faktyczne przemienienie nas Swoją sprawiedliwością.

Miłość Pana jest tak wielka, że faktycznie przemienia ludzkie serca i prowadzi do nawrócenia polegającego nie tylko na odrzuceniu dawnych grzechów przez żal, ale przez postanowienie poprawy, które z łaską Bożą staje się też skuteczne - nie tylko nie chcę grzeszyć na przyszłość, ale faktycznie przestaję grzeszyć. Nie znaczy to oczywiście, że nieskuteczność postanowienia poprawy podważa szczerość nawrócenia, ale pokazuje, że jeszcze jest miejsce do poprawy, do wzrostu. Miejsce, które z łaską Bożą ma zostać zapełnione, a nie pozostawać wiecznie puste.

Nie jesteśmy wezwani do tego, by ciągle wpadać w te same grzechy i być z nich podnoszonymi (nawet jeśli nieraz tak bywa), ale do tego, by dzięki łasce Bożej z grzechów naprawdę się wyzwalać. To też jest znakiem prawdziwego postępu w miłości do Pana, że człowiek popełnia coraz mniej i coraz mniejszych grzechów.

Zawsze można jeszcze bliżej Pana się wznieść z Jego pomocą, nie znaczy to jednak że mamy w imię takiej całkowicie fałszywej pokory porzucać pracę nad sobą, bo “jestem tylko człowiekiem”. Tak. Jestem tylko człowiekiem, człowiekiem słabym i grzesznym, ale jest Bóg, który tak bardzo mnie kocha, że nie chce bym grzeszył. Mogę liczyć na Jego łaskę i współpracując z Nim nie tylko być podnoszonym po grzechu, ale unikać kolejnych grzechów.

Nie uznając tej drogi, którą Bóg chce nas prowadzić, poprzestając na odpuszczaniu grzechów i potem na nowo wracaniu do nich, tak naprawdę życiem manifestujemy niewiarę w Bożą miłość - gorącą i skuteczną - w stosunku do nas. Prowadzi to ostatecznie do zuchwałości (grzeszę, ale ufam, że Pan mi przebaczy), albo do rozpaczy (nie mam szans trafić do Nieba).

Niech dobry i miłosierny Pan coraz jaśniej i jaśniej objawia przez nas i nasze życie wszystkim ludziom tajemnicę Jego miłości do nas. Miłości, która zbawia, oczyszcza, ale i przemienia już tu na ziemi, by jak najbardziej upodobnić się do Syna Bożego.